Archive
2012Links
czytamhmm... to żeby nie było aż tak idealnie jak w filmie.
jesteśmy zmęczeni bo Mała znów nie śpi dobrze w nocy. nie wiem co jej jest, ale budzi sie z płaczem i długo nie można jej uspokoić. często w takich momentach mam dość, puszczają mi nerwy, wkurzam się. oczekuję, że Mała powinna spać spokojnie itp... to bez sensu, ale wybudzony kolejny raz w kolejna noc nie daje rady. co innego niemowlę, co innego dwu latek. wiem, to też sensu tłumaczenie. zaciskam zęby. kiedyś jej przejdzie, mam nadzieje. Mała daje nam w kość charakterem. niestety jest bardzo uparta, ale mądra. trzeba na nią sposobu, nie siły i krzyku. czasem jest perfidna, śmiejąc się z tego co mówimy. a nam się nóż w kieszeni otwiera, a raczej granat odbezpiecza. Ona i ja jesteśmy złośliwi itp, ale Nasze dziecko chyba Nas przerośnie i to o kilka klas... przerażające. mam tylko nadzieje, że jej płacz w nocy, to nie początki tego co ja przechodziłem, że nie będzie musiała brać psychotropów, że nie zrypie sie jej psychika. póki co dajemy jeszcze rade i myślimy o drugim dziecku. chcemy, ale przeraża Nas to. przede wszystkim ze względu na zmęczenie. mnie głównie ze względu na noce, logistykę i kompletny brak czasu dla siebie. boję się, ze przez to zaczniemy żyć obok siebie. gdy dzieci już zasną, my też padniemy, nie będzie siły na nic. rozmowa, seks, film, nie mówiąc o sprzątaniu, czy czymkolwiek innym. a z drugiej strony mam wrażenie, że jesteśmy cholernie wygodni, leniwi i marudni. prawda jest pewnie po środku. w kwestii Małej to z grubsza wszystko.
ze mną jest trochę lepiej, choć to wszystko jest względne. pod koniec ubiegłego lata byłem u psychologa. behawiorysty. to jedyny który może naprawdę pomóc. reszta to teoretycy, którzy mają ustalone schematy, poza którymi się gubią jak ich pacjenci. nie dawałem sobie rady z ciągłym myśleniem, martwieniem się, wkurzaniem, nakręcaniem itp. wizyty fajne, rzeczowe. usłyszałem w sumie to co wiem, ale ubrane w inne słowa. czasem nawet kolejność słów ma znaczenie, działa jak klucz, który potrafi coś zamknąć, otworzyć. byłem na kilku spotkaniach, pomogło. może nie do końca, pewnie jeszcze kilka spotkań by się przydało. ale chcę zrobić to sam. mam wrażenie, że czuje się spokojniej, pewniej, lepiej. reszta jest tylko w mojej głowie. ostatnio sporo się w niej zmienia. w końcu na plus. oby to trwało jak najdłużej. ludzka psychika jest fajna, w sumie prosta, intuicyjna. pozornie skomplikowana. nadal boję się za bardzo, ale już nie zawsze, nadal boję się zbyt szybko, ale już nie tak szybko i nie zawsze. nadal się martwię, ale wiem, że to mija, przeczekuję. jest lepiej i będzie jeszcze lepiej.
z wydarzeń na które nie mamy wpływu. mazda się sypie. nie mogę nią jeździć. czekam, aż mrozy odpuszczą, to mechanik ją rozłoży. pękła głowica, będą koszty. będą problemy z logistyką, ale damy radę. nie szukam już pracy, bo w tym mieście nic lepszego nie znajdę. więc siedzę i robię swoje. jest lepiej, bo liczą się z moim zdaniem. tyle, że wyżej nie podskoczę. myślę o biznesie, ale na razie nic nie przychodzi mi do głowy. przez wysoki kursy walut, paliwo itp. odkładamy plany wyjazdów. a było już nawet Tokio na tapecie. bilety prawie kupione. była Australia, ale tam jest zbyt drogo. wymiękamy. pozostaje Nam włożenie zdjęć z toscani do ramek, oglądanie filmów z wyjazdu i delektowaniem się winem, które jeszcze mamy z Włoch. tylko, że Ona nie może pić czerwonego (fuck!)
wiem, że mamy lepiej niż duża część ludzi. mamy prace, mieszkanie, na cos jeszcze nas stać. słyszę ciągle o kryzysie, o tym jak inni mają źle. nie łubie tego, to takie polskie, dołować się, byle nikt nie miał lepiej. wyciąganie ręki do państwa, ocenianie po tym co ktoś posiada i to ciągłe narzekanie. doceniam to co mamy, ale chcę więcej i się tego nie wstydzę. chcę komfortu dla Niej, Małej i dla siebie, chcę domu, bezpieczeństwa finansowego i podróży. ale nie marudzę, że jest ciężko, może trochę z Nią rozmawiając. szukam inspiracji, pomysłów. nie oczkuję manny z nieba, mimo że nie mam pojęcia co robić.
muszę się jeszcze rozpisać, bo nie podoba mi się to co i jak napisałem.
wkrótce jak rozciągnęło się w czasie. dziś już nie odpuszczę, coś napiszę. muszę tu wrócić, bo brak mi tego miejsca, mimo że jest ono już zupełnie inne niż na początku.
przeczytałem dwie niedokończone notki, które zamierzałem tu wstawić. jedna z października 2010, druga ze stycznia 2011. są długie, sporo w nich informacji, ale część już nieaktualnych, część nie ma już znaczenia, być może coś z nich wykorzystam w następnych notkach. zamierzam pisać regularnie, cokolwiek to znaczy w moim przypadku.
wiele się przez ten czas wydarzyło, wiele zmieniło ale to co najważniejsze jest niezmienne. cała Nasza trójka ma sie dobrze. jak to w życiu jesteśmy zmęczeni, zabiegani, czasem zniechęceni, ale szczęśliwi. Mała ma dwa lata i cztery miesiące i jest całym Naszym światem, który jest wesoły, śmieszny, gadatliwy, wkurzający, buntowniczy. daje nam mnóstwo radości, naciągając jednocześnie wytrzymałość do maksymalnej możliwej granicy. ale tak to już jest z dziećmi. jak mówi sama o sobie jest guła cina, czyli duża dziewczyna :) poznaje świat, walczy o swoje, a że charakter ma mieć po kim, to go często używa i pokazuje :)
Ona, Kochamy się i cały czas jest super. i w sumie to wszystko ;) walczymy z codziennością, ze wstawaniem o 5:40, z wyłuskiwaniem czasu dla siebie przy zajmowaniu się Małą, ze zrobieniem czegoś w domu, z planami na przyszłość, z cenami paliwa, kursem franka itp itd. Ale to nic, lubię momenty takie jak w ostatni piątek, gdy jedziemy do pracy. Ona z Małą w jednym samochodzie, na pasie obok ja w drugim. widzę Je uśmiechnięte, machamy do siebie, wysyłamy buziaki. Wiem, że jestem szczęściarzem mając je obie. One skręcają do żłobka, ja jadę dalej.
Kocham Ją, Kocham Małą, jestem szczęśliwy.
nie piszę, bo nie mam siły. nie mam siły, bo od listopada nie przespałem całej nocy bez kilku pobudek. Mała budzi się kilka razy w nocy, często choruje, my jesteśmy przemęczeni, nerwowi, podłamani, ale się trzymamy i nie dajemy. mam prawie 3 strony potencjalnej notki sprzed trzech i dwóch miesięcy i taką z przed kilku dni, ale nie mam, siły i czasu, żeby to ułożyć... a jest o czym pisać. napiszę tylko nie wiem kiedy. mobilizuję się ze wszystkich sił, na razie żeby zrobić porządek w mieszkaniu, zacząć się dokształcać, ćwiczyć, reszta musi poczekać.
jeszcze chwila i coś tu napiszę...
skrótowo, same fakty i trochę przemyśleń. inaczej sie nie da. nie mam czasu, albo źle nim gospodaruję, do wyboru.
Mała ma osiem i pół miesiąca, jest cudowna, śliczna, mądra i pełna energii. wkracza w wiek w którym zaczyna się raczkowanie, stanie przy barierce w łóżeczku. już nie posiedzi sama. daje nam wiele radości, ale i zmęczenia. szczególnie budząc się o piątej rano, a czasem wcześniej. mimo to jest najwspanialszym dzieckiem na świecie, ulubienica całej rodziny :) tylko mam wrażenie, że będzie charakterna... oj będzie. obym się mylił. poza tym, że nie daje się nam wyspać, to ma jeszcze alergię na biało z mleka, więc ma uboga dietę. ale w tym mamy wprawę, bo niestety Ona też ma różne alergię. dajemy radę i staramy się zachować trochę energii na po pracy, żeby pobawić się Małą... tylko dlaczego tak chce się spać ;)
jakiś czas temu, tzn. cztery miesiące temu kupiliśmy nowy samochód. oboje pracujemy poza miastem i ciężko by było bez drugiego auta. warunek był jeden duży bagażnik, tak żeby wszedł wózek bez zdejmowania kółek. w planach królowała M6 kombi, 180 KM. niestety, wybraliśmy coś innego, ze względu na cene, wielkość, przestrzeń, no i polecenie, ze auto jest ok. mamy C4 grand picasso. wejdzie tam wszystko co potrzebujemy, wieźliśmy już dwa wózki - gondole!, bagaże, dziecko i Nas :) już widziałem spojrzenia kolegów, że taki duży, taki nijaki, ze słaby silnik jak na taką masę itp. ale miny się zmieniały jak wsiadali do środka i ich kilkuletnie kombi nagle robiły się za małe. po cholerę mi komfortowa kanapa z tyłu, jak przez najbliższe kilka lat będzie tam jeździć Mała w foteliku. tam ma być przestrzeń, wygoda, a nie koniecznie fotele telewizyjne. ale do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. widziałem tez zdziwienie, ze to nowe auto... szok normalnie. ale jak trzy latek jest 30% tańszy, a auto i tak na kredyt, to wzięliśmy nowy z salonu. a co!
z M6 nie rezygnuję, to będzie auto dla mnie, już nie tak rodzinne i nie kombi, ale sedan. no i V6, wersja USA. wiele można amerykanom zarzucić, ale auta mają ładniejsze, szczególnie jeżeli są wersje europa/usa. ewentualnie może będzie M CX-9, tez V6. to marzenia, ale nie rezygnuję.
żeby było weselej, to w Grandzie już miałem wymieniony zderzak, bo nie zauważyła mnie koleżanka z pracy na firmowym parkingu... w sumie Granda nie da sie nie zauważyć. większe są tylko tiry, ale jak widać kobiety mają nie ograniczone zdolności za kierownicą. do tego w naszej Madzi, która została jako drugie auto, zapiekł się termostat, a że kiedyś rozwalono mi chłodnicę czyszcząc ją carcherem, to wymieniłem jedno i drugie... oj zabolało finansowo... ale mam nadzieje, że już na dłużej będzie spokój. przez jakiś czas nie mieliśmy obu aut i jeździliśmy zastępczym, bardzo wesołym samochodem. w którym nie wiele rzeczy działało tak jak powinno.
co jeszcze? a tak, dziś Ona podpisała umowę przedwstępną sprzedaży mieszkania, w przyszłym tygodniu podpiszemy taką samą umowę na kupno Naszego nowego mieszkania. i zacznie się załatwianie wszystkiego. właśnie szukam ekipy do remontu, rozmawiam z architektem wnętrz, tylko nie wiem czy nas niego stać. jak kupimy nowe mieszkanie, to nic nie będziemy odkładać. a jak waluty pójdą w górę, to już w ogóle, zęby w ścianę...
w tym miesiącu mam wrócić do rozmowy o podwyżce, niby wykonałem cele, ale jakoś nie wierze w sukces. pracy nie mogę zmienić dopóki nie dostaniemy kredytu na mieszkanie. roboty zapowiada się full na wakacje.
właśnie wakacje. chcemy jechać do Toskanii. tak z 11 miesięcznym dzieckiem, 1500 km, a co! tylko czy nas stać? i tak i nie...
a do tego ja sam walczę ze sobą. zmieniam sie, jestem spokojniejszy, pewniejszy, trochę to dzięki Niej, trochę dzięki Małej, ale w dużej mierze dzięki brakowi czasu na głupie myślenie i dzięki sobie. zaczynam rozumieć wiele rzeczy, czasem mam moje własne małe olśnienia. mimo tego idę do specjalisty. nie wiem czy coś to da, ale musze spróbować, samemu będę się zbyt długo męczył. może dostanę jakieś metody do walki z moimi demonami.
z pozostałych wydarzeń, od ponad roku nie mam kontaktu poza zawodowym z moim niby przyjacielem, z jego ex, która była przez jakiś czas jak pasożyt dla Nas, też już nie mam kontaktu poza pracą. szczerość jednak boli, a ludzie wolą się okłamywać. pewnie nie jestem bez winy, bo jestem złośliwy, docinam, ale zawsze mówię prawdę w ważnych sprawach. tym bardziej jeśli ktoś o nią prosi. widać jestem za głupi, żeby wiedzieć, ze nie mówi się prawdy, tylko to co ludzie chcą usłyszeć. ale to nie jest przyjaźń, to ściema... walić to!
w skrócie to chyba wszytko. dalej myślę o biznesie, bliżej nieokreślonym. o czasie tylko dla Nas, ale takim w którym nie będziemy zbyt zmęczeni. w którym sukcesem nie będzie położenie się przed 22-gą. brakuje mi tego, a tempo życia powoduje, ze nie mam czasu nawet pomyśleć, ze może być inaczej. to boli, ale co zrobić... priorytety i bycie tylko we dwójkę bez bliskich, rodziców... dobrze, że mimo tego w większości mamy dystans do wszystkiego i do siebie. niczego nie żałuję, nic bym nie zmienił. Kocham Ją, Kocham Małą. Kocham Naszą Rodzinę :)
od kilku miesięcy próbuje napisać tu coś ważnego, może uda się to dziś. ponad pięć miesięcy temu urodziła się Nasz córeczka :):):):) i na tym mógłbym skończyć pisać :) ale nie, póki mam siłę napiszę tyle ile się da. Mała jest cudownym, ślicznym i mądrym dzieciaczkiem. urodziła się bez komplikacji przez cesarkę. ułożyła się tak, że nawet nikt się nie zastanawiał nad innym porodem. niestety nie było mnie na sali, to juz zabieg, a nie zwykły poród. ale widziałem Ją już chwilę po narodzinach. leżała spokojnie na brzuszku i patrzyła swoimi mądrymi oczkami. była bardzo spokojna, trochę mnie to zaskoczyło. nie płakała gdy byłem przy niej, tylko spokojnie leżała. głaskałem Ją po plecach, główce, rączkach, nóżkach. dopiero jakąś godzinę później zaczęła trochę sie prężyć i przesuwać pod lampą, która Ją ogrzewała. już wtedy wydawało mi się, ze jest ładnym dzieckiem, ale dziś mam taką pewność. jest bardzo proporcjonalna, drobna i naprawdę ładna :) Ona poród znosiła dobrze, zaskakująco szybko doszła do siebie i do pełni sił. wiem, że bardzo się bała, ale dała radę, była dzielna :) bardzo szybko i dobrze zaczęła opiekować się Małą. z tego co mówiła wcześniej myślałem, że potrwa to trochę dłużej, a tu od razu wszystko było w porządku :) ja na kilka dni przed porodem czułem spokój. po raz kolejny przed ważnym wydarzeniem, na które nie bardzo mam wpływ czułem spokój. nie wiem, czy sam sobie to wmawiam, czy tak jest faktycznie, ale mam taką prawidłowość i fajnie, że się sprawdza. moja rola sprowadziła się do czekania przed salą, a potem do opieki nad moimi dziewczynami. cała "akcja" przebiegła spokojnie, nie było dramatyzmu jak na filmach, krzyku, paniki. pisałem już nie raz, że jesteśmy trochę nudni, nie? no i tak tu też było. wiedzieliśmy jaki szpital, jak jechać, itp. torba była spakowana. po kilku silniejszych skurczach nad ranem pojechaliśmy do szpitala a potem juz tylko czekałem :) to był jeden z najważniejszych dni w moim i Naszym życiu, mamy dziecko :) i dziś mogę napisać to o czym kiedyś pisałem, że się wydarzy, ale nie ze mną... a teraz to Nasze dziecko zaciska paluszki na Jej i moim palcu :):):):) jestem szczęśliwy, od tych pięciu miesięcy inaczej odbieram szczęście, gdy widzę Małą nawet gdy płacze jestem szczęśliwy. gdy patrzę na Małej zdjęcia, automatycznie sie uśmiecham :) to jest szczęście :)
na dziś tyle, w tygodniu postaram się coś dopisywać, do tej samej notki. teraz szykuję się spać... bo Mała może obudzić sie o piątej rano, terrorystka ;) ... a ja do pracy wstaje o szóstej... :)