Znów dawno mnie tu nie było. Blog istnieje, pamiętam o nim, jest jednym z moich wyrzutów sumienia. Zaniedbałem to miejsce. Życie pędzi, dni mijają w takim tempie, o którym do tej pory tylko słyszałem z opowieści innych. Sam w to nie wierzyłem, wydawało mi się, że u mnie tak nie będzie, a jednak. Dni mijają jak mrugnięcie oka, czasem mam wrażenie, że po wstaniu z łóżka siadam dopiero jak kładę się do łóżka wieczorem, a tak naprawdę to już noc. Pierwszy raz w życiu odczuwam prawdziwe zmęczenie i pierwszy raz moje ciało daje mi znać, że coś jest nie tak. Boli mnie krzyż, ciągnie noga, ciężko wysiedzieć w jednej pozycji. Przez ostatnie półtora roku bardzo osłabłem fizycznie. Czuję to i widzę. Zresztą nie tylko ja. Nie wiem kiedy znaleźć czas na ruch. Po pracy niby ciągle w ruchu, dzieci, porządki, zakupy, a potem wieczorami nauka. Siedzę przez dwanaście godzin na dobę, doliczając samochód i dojazdy do pracy.  W tym wszystkim mam ciągłe wrażenie, że robię za mało, a efekt do ilości włożonego wysiłku jest mizerny. Jestem jak stare auto, dużo pale, głośno warczę a ledwo się toczę. Jak jest naprawdę? Nie wiem, przestałem się zastanawiać. Czasem jeszcze coś mnie ściśnie, że ktoś daje lepiej radę, że jestem mało wydajny itd. Na szczęście jest tego coraz mniej. Generalnie chyba się co w mojej głowie ruszyło, powoli bo powoli, ale jednak. Mniej przejmuję się otoczeniem, porównywaniem. Podobno to cecha czterdziestki, która wkrótce mnie dopadnie. Zmiany w głowie jeszcze trochę potrwają, demony ciągle tam są, ale jakby słabsze, jak same nie były przekonane o tym co i po co robią. Czasem tylko wątpię, czy to zmiana na lepsze, czy po prostu się poddaję aby reszty życia nie stracić na walkę z wiatrakami, mimo że wydaje się słuszna. Tylko czy aby na pewno jest słuszna? Powoli przestaje mnie to obchodzić.

Zycie toczy się swoją codziennością, z której wyłapuję momenty, staram się je zapamiętywać. Kiedyś to miejsce temu służyło, dziś nie ma to czasu. Łapię za kamerę, aparat aby je uwiecznić, tylko czasu brak aby to oglądać. W planach były blogi dla dzieciaków, aby opisywać ich życie dla nich, na przyszłość. Nawet je założyłem na swoim serwerze, nie dostępne w sieci, ale nie ma czasu aby tam pisać. Codzienne zdjęcia dzieciaków, też nie są regularne tak jak kiedyś. Muszę jeszcze bardziej się starać. Najfajniejsze momenty, poza zabawą i śmiechem z dzieciakami są takie gdy idziemy wszyscy gdzieś na dworze. Dzieciaki i Ona idą kilka kroków przede mną, są weseli. Patrzę na to z tyłu i wiem, że jest dobrze, że wszystko jest na swoim miejscu, że to o to chodzi.  Czuję szczęście, spokój. Ciszę się, że są, że będą i mimo, że nie zawsze to widać, to doceniam to i to bardzo. Lubię takie sceny, zwłaszcza że dzieciaki są jeszcze małe, teraz zimną szczególnie fajnie to wygląda, w czapkach, w dużych kurtkach, w których trochę giną. Takie sceny są tez w domu, gdy bawią się w trójkę. Szkoda,  że nie można nagrywać oczami. Czuję też odpowiedzialność za nich, za Nią. Być może to wszystko spowoduje, że patrząc na siebie przestanę widzieć w sobie dwudziestokilkulatka. Pewnie to nic złego, ze tak siebie widzę, wielu ludzi by się cieszyło, ale ja poza tym, że tak siebie widzę, to też tak siebie czuję w każdym aspekcie. No może poza bólem pleców i nogi. Brakuje mi tego co widzę u innych. Bycia dojrzałym, a jednocześnie ciągle bycie młodym. Cześć ludzi ma przełącznik albo tak dobrze to łączy. Ja ciągle się tego uczę, u mnie to często dwa skrajne stany.

Zmiany w mojej głowie zaczęły się gdy zmieniłem pracę. Nie zauważyłem, że minęło już półtora roku. Nigdy do tej pory nie pracowałem tak intensywnie, mimo momentów spadku zaangażowania. Dziś wiem, że dobrze trafiłem. Robię to co chciałem, to co lubię. Ale to nie jest praca, która byłaby pasją. To jeszcze nie to. Może kiedyś znajdę co to jest. Mimo tego jest naprawdę dobrze. Uczę się, rozwijam, ciągle się coś dzieje. To co robię w dużej części zależy ode mnie. To co robię ma znaczenie. W końcu czuję, że ktoś korzysta z tego co robię. Mam poczucie, że to ja wiem więcej niż inni. To co robię nie jest proste, wymaga ciągłej nauki. Podziwiam ludzi, którzy mając rodzinę potrafią jeszcze zdawać egzaminy, pisać artykuły, a do tego normalnie pracować. Nie wiem jak to robią, ale dają radę. Jasne, że nie widzę wszystkiego i pewnie ponoszą koszty takiego życia. Przynajmniej tak mówi mi rozsądek, a może mimo wszystko lenistwo? Trafiłem do fajnej firmy, mam dużą odpowiedzialność także karną. Dostałem szansę i staram się wykorzystać. Czasem tylko jak ostatnio po maratonie nauki opadam z siły i mam dużo gorsze dni.  Ta praca to może być niezła trampoliną aby móc pójść wyżej. Być może nie w tej firmie, ale to nie ma znaczenia. Każda następna zmiana powinna być już tylko na lepsze. Ofert jest dużo, tyle że nie w mieście w którym mieszkamy. Jeszcze z półtora roku doświadczenia, tyle samo intensywnej nauki i mogę pracować w każdym miejscu na zmieni. Tylko gdzie, skoro nie ma już bezpiecznych miejsc. Niestety nauka w mojej działce mimo, że intensywna wymaga dużo pieniędzy. Pod koniec tego roku zainwestowałem, uczułem się intensywnie, napisałem egzamin, ale chyba tym razem mi się nie powiedzie. Uczyłem się sam aby było taniej, ale niestety chyba nie zaoszczędziłem tylko straciłem kasę. Egzamin wzmocniłby moją pozycję na rynku, cóż po raz kolejny poczuję to co dobrze znam, smak porażki. Wiedza pozostanie, może nie najnowsza, ale zawsze. Może jeszcze kiedyś do tego podejdę, ale poczekam aż kto mi to zasponsoruje. Nauki mam do końca życia. Gdybym chciał zrobić, to powinienem to pewnie ze 3 lata by mi zeszło. Mało to wszystko realne mając inne życie poza pracą, ale cóż, będę walczyć. Inni w tym czasie robią kariery, ja dopiero próbuje. Według mnie już jest późno na początek poważnej kariery, może kiedyś znajdę tego jakieś plusy takiej wersji.

Co będzie dalej, co będzie gdy? Nie wiem i jakoś mniej się tym przejmuję. Mam swoje nadzieje, na kawałek swojego miejsca na ziemi, fizycznego miejsca, który byłby domem z prawdziwego zdarzenia. Mieszkanie, to jednak nie to, przynajmniej dla mnie. Mam nadzieję robić w życiu coś ważnego, ale nie tylko dla siebie, rodziny, firmy. Chciałbym robić coś co naprawdę ma znaczenie, coś stworzyć, tylko nie wiem co. Bardziej wiem jak, ale to tym nie ma co pisać, skoro „co” jest nieokreślone.

To chyba tyle na tą chwilę. Nie chcę się pozbywać tego miejsca. Chcę aby było i zostało, dla naszych dzieci. Gdy będą już dorosłe a my starzy, wtedy im je pokażę. Szkoda tylko, że nie daję rady pisać regularnie.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie zawsze jest tak kolorowo, jak w poprzedniej notce, bo życie nie jest kolorowe. Jesteśmy w ciągłym biegu mimo, że poza dzieciakami i codziennością nie wiele jesteśmy w stanie zrobić mimo, ze powinniśmy. Zmęczenie daje znać o sobie, takie fizycznie ale i to psychiczne gdy dzieciaki dają w kość, gdy hałas, zamieszanie przeszkadza, przynajmniej mnie. Mam na to mniejszą tolerancję, niestety. Gdy kolejne sprawy do załatwienia się piętrzą, skąd one do cholery się biorą, lekarz dla dzieciaków, mechanik dla samochodu, zakupy, sprzątanie mieszkania, pranie, prasowanie, niby normlanie, ale jakoś czas się skurczył, jakoś sił brak.

Dodatkowo ja nadal mam swoje demony, z którymi walczę, czasem jest lepiej, czasem gorzej, teraz przegrywam od dłuższego czasu. Muszę się z nimi uporać, bo to one, a  tak naprawdę ja zatruwam sobie życie. Jest ciężko i nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się z nimi wygrać. Może kiedyś napiszę więcej o co chodzi….

Rodzinnie jest dobrze, zawsze może być lepiej zwłaszcza z Młodą, która nie ma łatwego charakteru, podobnie jak ja i to już wystarczy żeby nie zawsze było dobrze. Zawodowo chyba, też się zaczyna układać. Mam nadzieje, nie spierdolić tego jak wcześniejszych niby szans. Właśnie to były niby szanse, to jest taka prawdziwa, mam nadzieje. Pierwszy raz chodzę do pracy bez obrzydzenia, bez przymusu, bez ciężkiego serca, mam nadzieję, że to coś znaczy.

Oby ta droga była właściwa, oby to co mam w głowie, jako nasza przyszłość była tym czym ma być…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

To miejsce ma ponad jedenaście lat. Nie mogę w to uwierzyć, tyle czasu a nawet trochę więcej minęło od początku Naszej historii. Szmat czasu, sporo się wydarzyło, dużo przeżyliśmy, wiele się zmieniło. Pamiętam początki pisana, moment zakładania bloga, jak szybko wtedy i dużo wtedy pisałem i jak bardzo było to potrzebne, głównie dla mnie, potem dla Nas. Przez ostatnie kilka lat nie miałem czasu, sił, motywacji. Ostatni rok nie dał nam prawie wcale wolnego czasu, mimo że kilka razy siadałem żeby coś napisać, nie starczyło sił na to żeby sensownie sklecić zdania, zbudować całą notkę.

Może teraz uda się to zmienić, mimo że ta próba nie różni zbytnio od pozostałych, zmieniają się tylko okoliczności, motywacje. Mimo tego że okoliczności nie zawsze są fajne, życie daje popalić,  nie jest lekko i czasem czegoś brak, to czuje się szczęściarzem i coraz bardziej i częściej doceniam to co mam. Przez ostatni rok, sporo zmian zaszło w moje głowie, sercu. Wiele jeszcze przede mną, ale chyba znam już kierunek. Nie wiem co znajdę na końcu drogi, nie wiem jak będzie się szło, ale to już się zaczęło i idę do przodu. Nie jestem pewny czy już kiedyś czegoś podobnego nie pisałem. Teraz jednak bardziej to czuję gdzieś w środku mnie. W ostatnim roku było tak już z kilka razy z innymi wydarzeniami i jak na razie się sprawdziło. To odczucie i przekonanie było trafne, wymagało spokoju, pielęgnacji ale i dawało pewność tego co będzie, nawet tego co nieokreślone.

Od ponad roku jesteśmy we czwórkę. I to główny powód braku czasu. Młody jest super, ciągle uśmiechnięty, radosny. Jest też silny i szybki. Mamy z nim wiele pracy ale jeszcze więcej radości. Jak myślę o nim to słyszę jego śmiech i dźwięki wydawane przy pokazywaniu palcem przedmiotów. Jego wygłupy i to, że on wie że to wygłupy i to lubi. I cały czas jego uśmiech od rana do wieczora.

Młoda rośnie, zaraz zaczyna szkołę. Mam wrażenie, że przed chwilą zaczynała przedszkole. Czas tak szybko biegnie, w głowie trzymam wspomnienia, robię dużo zdjęć, filmików, chociaż nie tyle ile bym chciał. Staram się zatrzymać czas, spowodować by ciągle była małą dziewczynką. Młoda ma swój charakter, nie łatwy, do którego my też się dołożyliśmy. Jest mądrą, super dziewczynką, trochę zbyt ambitną jak jej rodzice, trochę zbyt wrażliwą na swoim punkcie, tak jak jej rodzice.

Ona, tak samo cudowna jak gdy się poznaliśmy, czasem tak samo wkurzająca jak cudowna. Jest miłością mojego  życia, tą jedyną kobietą. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, nadal prawie wszystko robimy razem. Gdy wyjeżdżam służbowo czuję się jak bez ręki, jest jakoś pusto, mimo że tych wyjazdów nie było zbyt wiele. Gdy mamy coś robić to zawsze szukam sposobu żeby robić to razem, ale życie coraz częściej wymusza robienie codziennych rzeczy oddzielnie. I mimo, że czasem mamy się dość, to i tak gdy nie jesteśmy razem czuję się nieswojo.

Jestem szczęściarzem. Mam cudowną kobietę, super dzieciaki. To jedne czego jestem pewien. I to najlepsze uczucie na świecie, życzę tego każdemu.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

zmiany

Po takim czasie warto by zacząć od „dawno mnie tu nie było”, tylko po co, po takim czasie i tak nie ma to znaczenia. A że tego miejsca mi brak, świadczy o tym to, że siedzi mi to w głowie, męczy. Może już nie po to by kogoś informować, ale dlatego żeby zostało coś po tym czasie, żeby było co czytać na starość itp. Jednocześnie to pamiątka dla Małej o Nas. Dla niej, też założę bloga, może stronę na swoim serwerze i będę opisywał naszą codzienność :)

A teraz konkrety. Idą zmiany. W połowie przyszłego roku będzie nas czworo :) i będzie się działo. Już teraz nie jest lekko, a będzie jeszcze fajniej, ciężej, weselej, będziemy jeszcze bardziej zmęczeni i pojawi się steka innych uczuć.

Na tą chwilę to wszystko, ale wracam do w miarę regularnego pisania, mimo że życie mnie przegania. Ale nie poddaję się, nie walczę ale przejmuję inicjatywę, już nie myślę o odpoczynku, wyspaniu się, lenistwie. Chcę żyć i czuć że żyję, zbyt wiele czasu zmarnowałem.

Szczegóły niebawem :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

w końcu mam pracę, nie do końca mi pasuje, ale ważne, że jest. może uda się też coś własnego ze znajomym. może wrócimy do mojego miasta, tam gdzie się poznaliśmy, gdzie wszystko się zaczęło. zobaczymy co będzie…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

jest kiepsko… zwolnili mnie z pracy… w końcu, szukam nowej…

mam nadzieje, że wkrótce coś napiszę.

nie podoba mi się przejęcie bloga przez onet, pora zmienić serwis.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

hmm… to żeby nie było aż tak idealnie jak w filmie.

jesteśmy zmęczeni bo Mała znów nie śpi dobrze w nocy. nie
wiem co jej jest, ale budzi sie z płaczem i długo nie można jej uspokoić.
często w takich momentach mam dość, puszczają mi nerwy, wkurzam się. oczekuję,
że Mała powinna spać spokojnie itp… to bez sensu, ale wybudzony kolejny raz w
kolejna noc nie daje rady. co innego niemowlę, co innego dwu latek. wiem, to
też sensu tłumaczenie. zaciskam zęby. kiedyś jej przejdzie, mam nadzieje. Mała
daje nam w kość charakterem. niestety jest bardzo uparta, ale mądra. trzeba na
nią sposobu, nie siły i krzyku. czasem jest perfidna, śmiejąc się z tego co
mówimy. a nam się nóż w kieszeni otwiera, a raczej granat odbezpiecza. Ona i ja
jesteśmy złośliwi itp, ale Nasze dziecko chyba Nas przerośnie i to o kilka
klas… przerażające. mam tylko nadzieje, że jej płacz w nocy, to nie początki
tego co ja przechodziłem, że nie będzie musiała brać psychotropów, że nie
zrypie sie jej psychika. póki co dajemy jeszcze rade i myślimy o drugim
dziecku. chcemy, ale przeraża Nas to. przede wszystkim ze względu na zmęczenie.
mnie głównie ze względu na noce, logistykę i kompletny brak czasu dla siebie.
boję się, ze przez to zaczniemy żyć obok siebie. gdy dzieci już zasną, my też
padniemy, nie będzie siły na nic. rozmowa, seks, film, nie mówiąc o sprzątaniu,
czy czymkolwiek innym. a z drugiej strony mam wrażenie, że jesteśmy cholernie
wygodni, leniwi i marudni. prawda jest pewnie po środku. w kwestii Małej to z
grubsza wszystko.

ze mną jest trochę lepiej, choć to wszystko jest względne. pod
koniec ubiegłego lata byłem u psychologa. behawiorysty. to jedyny który może naprawdę
pomóc. reszta to teoretycy, którzy mają ustalone schematy, poza którymi się
gubią jak ich pacjenci. nie dawałem sobie rady z ciągłym myśleniem, martwieniem
się, wkurzaniem, nakręcaniem itp. wizyty fajne, rzeczowe. usłyszałem w sumie to
co wiem, ale ubrane w inne słowa. czasem nawet kolejność słów ma znaczenie,
działa jak klucz, który potrafi coś zamknąć, otworzyć. byłem na kilku
spotkaniach, pomogło. może nie do końca, pewnie jeszcze kilka spotkań by się
przydało. ale chcę zrobić to sam. mam wrażenie, że  czuje się spokojniej, pewniej, lepiej. reszta
jest tylko w mojej głowie. ostatnio sporo się w niej zmienia. w końcu na plus.
oby to trwało jak najdłużej. ludzka psychika jest fajna, w sumie prosta,
intuicyjna. pozornie skomplikowana. nadal boję się za bardzo, ale już nie
zawsze, nadal boję się zbyt szybko, ale już nie tak szybko i nie zawsze. nadal
się martwię, ale wiem, że to mija, przeczekuję. jest lepiej i będzie jeszcze
lepiej.

z wydarzeń na które nie mamy wpływu. mazda się sypie. nie
mogę nią jeździć. czekam, aż mrozy odpuszczą, to mechanik ją rozłoży. pękła
głowica, będą koszty. będą problemy z logistyką, ale damy radę. nie szukam już
pracy, bo w tym mieście nic lepszego nie znajdę. więc siedzę i robię swoje.
jest lepiej, bo liczą się z moim zdaniem. tyle, że wyżej nie podskoczę. myślę o
biznesie, ale na razie nic nie przychodzi mi do głowy. przez wysoki kursy
walut, paliwo itp. odkładamy plany wyjazdów. a było już nawet Tokio na tapecie.
bilety prawie kupione. była Australia, ale tam jest zbyt drogo. wymiękamy.
pozostaje Nam włożenie zdjęć z toscani do ramek, oglądanie filmów z wyjazdu i delektowaniem
się winem, które jeszcze mamy z Włoch. tylko, że Ona nie może pić czerwonego
(fuck!)

wiem, że mamy lepiej niż duża część ludzi. mamy prace,
mieszkanie, na cos jeszcze nas stać. słyszę ciągle o kryzysie, o tym jak inni
mają źle. nie łubie tego, to takie polskie, dołować się, byle nikt nie miał
lepiej. wyciąganie ręki do państwa, ocenianie po tym co ktoś posiada i to
ciągłe narzekanie. doceniam to co mamy, ale chcę więcej i się tego nie wstydzę.
chcę komfortu dla Niej, Małej i dla siebie, chcę domu, bezpieczeństwa
finansowego i podróży. ale nie marudzę, że jest ciężko, może trochę z Nią
rozmawiając. szukam inspiracji, pomysłów. nie oczkuję manny z nieba, mimo że
nie mam pojęcia co robić.

muszę się jeszcze rozpisać, bo nie podoba mi się to co i jak
napisałem.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

wkrótce jak rozciągnęło się w czasie. dziś już nie
odpuszczę, coś napiszę. muszę tu wrócić, bo brak mi tego miejsca, mimo że jest
ono już zupełnie inne niż na początku.

przeczytałem dwie niedokończone notki, które zamierzałem tu
wstawić. jedna z października 2010, druga ze stycznia 2011. są długie, sporo w
nich informacji, ale część już nieaktualnych, część nie ma już znaczenia, być
może coś z nich wykorzystam w następnych notkach. zamierzam pisać regularnie,
cokolwiek to znaczy w moim przypadku.

wiele się przez ten czas wydarzyło, wiele zmieniło ale to co
najważniejsze jest niezmienne. cała Nasza trójka ma sie dobrze. jak to w życiu
jesteśmy zmęczeni, zabiegani, czasem zniechęceni, ale szczęśliwi. Mała ma dwa
lata i cztery miesiące i jest całym Naszym światem, który jest wesoły,
śmieszny, gadatliwy, wkurzający, buntowniczy. daje nam mnóstwo radości, naciągając
jednocześnie wytrzymałość do maksymalnej możliwej granicy. ale tak to już jest
z dziećmi. jak mówi sama o sobie jest guła cina, czyli duża dziewczyna :)
poznaje świat, walczy o swoje, a że charakter ma mieć po kim, to go często
używa i pokazuje :)

Ona, Kochamy się i cały czas jest super. i w sumie to
wszystko ;) walczymy z codziennością, ze wstawaniem o 5:40, z wyłuskiwaniem
czasu dla siebie przy zajmowaniu się Małą, ze zrobieniem czegoś w domu, z
planami na przyszłość, z  cenami paliwa,
kursem franka itp itd. Ale to nic, lubię momenty takie jak w ostatni piątek, gdy
jedziemy do pracy. Ona z Małą w jednym samochodzie, na pasie obok ja w drugim. widzę
Je uśmiechnięte, machamy do siebie, wysyłamy buziaki. Wiem, że jestem szczęściarzem
mając je obie. One skręcają do żłobka, ja jadę dalej.

Kocham Ją, Kocham Małą, jestem szczęśliwy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

wkrótce coś tu się pojawi

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

nie piszę, bo nie mam siły. nie mam siły, bo od listopada
nie przespałem całej nocy bez kilku pobudek. Mała budzi się kilka razy w nocy, często
choruje, my jesteśmy przemęczeni, nerwowi, podłamani, ale się trzymamy i nie
dajemy. mam prawie 3 strony potencjalnej notki sprzed trzech i dwóch miesięcy i
taką z przed kilku dni, ale nie mam, siły i czasu, żeby to ułożyć… a jest o
czym pisać. napiszę tylko nie wiem kiedy. mobilizuję się ze wszystkich sił, na
razie żeby zrobić porządek w mieszkaniu, zacząć się dokształcać, ćwiczyć,
reszta musi poczekać.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz